O wszystkim (Reklama: ,)
Oczywiście. Dowódca oddziału zorientował się po śladach, że jest niedaleko białych, więc pchnął dwóch wywiadowców. Wkrótce dotrzemy do miejsca, w którym przyłączyli się do swoich towarzyszy. Po jakimś kwadransie ślady obu wywiadowców zbiegły się z głów nym tropem. Spodziewałem się, że wkrótce dotrzemy do miejsca, w którym dokonano napadu. Ponieważ Indianie mogli się tam jeszcze ~ znajdować, zachowaliśmy jak największą ostrożność, by się przypad kiem na nich nie natknąć. Jechałem przodem, w każdej chwili gotów v do ataku.Na szczęście, jakkolwiek teren wydawał mi się niebezpieczny, oba wa okazała się płonna. Dookoła rosły gęste krzaki, za każdym mógł g się ukryć nieprzyjaciel. Nagle zarośla się urwały i w odległości jakichś e pięciuset kroków ujrzałem obóz Indian.Konie, puszczone wolno, harcowały po polu. Stało również kilka naście koni jucznych, obładowanych żywnością. Nie było w tym nic ~c „ 36 dziwnego. Czerwoni przecież wykopali topór wojenny i nie mieli czasu na urządzanie polowafi. Ponadto strzelanina zdradziłaby położenie ich obozu.

