O wszystkim (Reklama: ,)

Powiedziałem przecież, że było ich sześćdziesięciu do siedemdziesięciu! To znaczy paru! Był pan przewodnikiem nieznajomego, odpowiedzialnym za jego życie, więc obowiązkiem pana było ostrzec go niezwłocznie. Nie mogłem. Dostrzegliby mnie Komancze. Nonsens! Las był przecież dostateczną osłoną. Mogłeś po pewńym czasie zawrócić ku śladom swoim i swych towarzyszy. Tak, racja, potwierdził Jim Snuffle. Może w międzyczasie napadnięto na tych biedaków i sprzątnięto ich z powierzchni ziemi. Nie sądzisz, stary Timie? Yes skinął brat.Perkins patrzył przed siebie z zakłopotaną miną. Czując, że mamy rację, próbował się usprawiedliwić: Tak źle nie jest. Mam nadzieję, że moi towarzysze na czas zobaczyli czerwonych i ukryli się przed nimi. Zupełnie bezpodstawne przypuszczenie odrzekłem. Nawet w tym wypadku Komancze na widok ich śladów bez trudności odnaleźliby miejsce, w który się ukryli. Zwłaszcza, że wszystko działo się podczas białego dnia. Postąpił pan niegodnie.

(Reklama: , )